Gdy klon przy domu zgubił liście, większość została na trawniku, ale część utknęła na dachu. Zanim spadnie śnieg, sprawdziłem trzy miejsca, w których liście trzymają wodę najdłużej: kosz dachowy, obróbkę przy kominie i rynny z wpustami. W każdym znalazłem coś, co zimą mogło skończyć się przeciekiem.
Jak sprawdzałem dach, nie wchodząc na niego
Mokra, zbita mata liści leży na dachu tam, gdzie spływa najwięcej wody, i trzyma wilgoć przez całą zimę. Dlatego zacząłem od oględzin, ale nie z drabiny na połaci, tylko z ziemi.
Przez lornetkę obejrzałem całą połać, a potem obszedłem dom i spojrzałem na rynny od dołu. Szukałem ciemnych pasów liści w koszu, nawianych stert przy kominie i rynien, z których wystają liście albo igliwie. Przy okazji sprawdziłem, czy nie ma pękniętych lub przesuniętych dachówek i czy gąsiory na kalenicy leżą równo.
Drugą część testu zrobiłem po większym deszczu. Wszedłem na strych i obejrzałem deskowanie, krokwie i wełnę pod koszem oraz przy kominie. Ciemne zacieki, zawilgocone ocieplenie albo zapach stęchlizny oznaczają, że woda dostaje się pod pokrycie. Zajrzałem też na sufity poddasza, bo w czasie deszczu nawet jedna kropla na suficie mówi więcej niż oględziny z ziemi.
Co znalazłem w koszu, przy kominie i w rynnach
Kosz dachowy. To wewnętrzne naroże, w którym stykają się dwie połacie i zbiera się woda z obu stron, więc liście zsuwają się tam same. U mnie leżał w nim pas mokrych liści na całej długości. Według poradnika serwisu murator.pl kosze należą do miejsc, w których nieszczelności pojawiają się najczęściej, obok kalenicy, okapu, naroży i styku z kominem. Zbita warstwa liści spowalnia spływ, więc woda dłużej stoi przy łączeniach.
Komin. Za kominem, od strony kalenicy, liście ułożyły się w wał oparty o obróbkę blacharską. Firma dekarska Realdach wskazuje, że najwięcej przecieków zaczyna się właśnie na styku połaci z kominem, ścianą, oknem dachowym albo w koszu. Mokre liście przy obróbce sprawiają, że taśmy i kołnierz stale są zawilgocone. Obejrzałem też czapę komina, bo pęknięcia przepuszczają wodę, która zimą zamarza i powiększa szczeliny. Podobną kupkę liści miałem przy kołnierzu uszczelniającym okna dachowego.
Rynny i wpusty. Tu było najgorzej. Liście z kosza i z połaci spłynęły do rynny i zatkały wpust. Podczas ulewy woda przelewała się przez krawędź prosto na elewację. Zimą taka woda zamarza i może rozsadzić rynnę albo oderwać ją od haków.
Co zmieniam przed pierwszym śniegiem?
Rynny czyszczę dopiero wtedy, gdy drzewa zgubią większość liści, żeby nie powtarzać roboty co tydzień. Potem sprawdzam, czy rury spustowe są drożne, a haki i złączki trzymają się pewnie. Na wpustach montuję siatki, które zatrzymują liście, zanim zatkają odpływ. Kołnierz okna dachowego oczyszczam z liści i przy okazji sprawdzam uszczelki skrzydła.
Kosza i okolic komina nie czyszczę sam, chodząc po połaci. Wchodzenie na mokry, oblepiony liśćmi dach to proszenie się o upadek, a naprawy pokrycia powinien robić dekarz. Pokazuję mu zaciek ze strychu i to, co widziałem przez lornetkę, ale sposób naprawy zostawiam jemu. Warto się z tym liczyć, bo po oględzinach dekarz może znaleźć źródło przecieku zupełnie gdzie indziej, niż zakładał właściciel.
