Masz okno w sypialni uchylone od rana do popołudnia i myślisz, że pokój się wietrzy? Powietrze prawie się nie wymienia, za to wychładza się mur przy ościeżu. Ja otwieram okno na oścież na krótko: 5 minut przy mrozie, 10 minut przy 0–10°C, 15 minut przy 10–15°C. Wcześniej zakręcam głowice kaloryferów.
Co się dzieje, gdy okno stoi uchylone przez pół dnia?
Uchylone skrzydło wpuszcza wąską strugę zimnego powietrza, która spływa po parapecie i bokach wnęki. Do środka pokoju dociera jej niewiele, więc zużyte powietrze i wilgoć zostają na miejscu. Ciepło ucieka przez szparę bez przerwy, a rachunek za ogrzewanie rośnie.
Najgorzej wygląda to przy ościeżu. Po kilku godzinach mur wokół okna robi się najzimniejszym miejscem w pokoju. Na takiej powierzchni para wodna z oddechu, gotowania czy suszonego prania osiada jako wilgoć. Z czasem w narożnikach wnęki pojawia się ciemny nalot, czyli grzyb i pleśń.
Wystarczy po takim dniu dotknąć ręką węgła przy oknie, żeby poczuć, jak bardzo jest zimny. Pokój wcale nie jest przewietrzony, tylko wyziębiony w jednym, najbardziej wrażliwym miejscu.
5, 10 czy 15 minut? Decyduje termometr za oknem
Zamiast uchylać, otwieram okno szeroko i pilnuję czasu. Długość wietrzenia zależy od tego, ile stopni pokazuje termometr na zewnątrz:
- Mróz, poniżej 0°C: 5 minut i zamykam.
- Od 0 do 10°C: 10 minut. Tak wygląda zwykły szary, chłodny dzień.
- Od 10 do 15°C: 15 minut. To czas na cieplejsze dni późnej jesieni albo wczesnej wiosny.
W listopadzie pogoda potrafi przeskakiwać między tymi przedziałami z dnia na dzień. Dlatego przed otwarciem okna zerkam na termometr, a nie na kalendarz.
Dlaczego krótko i szeroko działa lepiej niż długo i wąsko? Przez kilka minut powietrze w pokoju zdąży się wymienić, ale ściany, podłoga i meble nie zdążą oddać ciepła, które w sobie zgromadziły. Masywne elementy budynku działają jak magazyn energii. Po zamknięciu okna oddają ją z powrotem i w pokoju szybko robi się tak ciepło jak przedtem.
Kolejność kroków, której się trzymam
- Najpierw głowica. 5–10 minut przed otwarciem okna zakręcam głowice termostatyczne na kaloryferach. Jeśli tego nie zrobię, czujnik w głowicy wyczuje zimny podmuch i odkręci grzejnik na pełną moc. Grzałbym wtedy dosłownie podwórko.
- Potem okna naprzeciw siebie. Gdy układ mieszkania na to pozwala, otwieram na oścież okna po przeciwnych stronach, na przykład w kuchni i w pokoju od drugiej strony. Przeciąg przepycha powietrze przez całe mieszkanie, więc wymiana trwa krócej.
- Pora dnia. Wietrzę rano zaraz po wstaniu i wieczorem przed snem. Okno otwieram też od razu po gotowaniu, kąpieli albo rozwieszeniu prania, bo wtedy w mieszkaniu jest najwięcej wilgoci i trzeba ją szybko wypuścić.
- Zamknięcie i powrót do grzania. Po 5, 10 albo 15 minutach zamykam okno szczelnie i dopiero wtedy odkręcam głowice na zwykłe ustawienie.
Taki rytuał zajmuje mniej czasu niż zaparzenie herbaty, a mur przy oknie zostaje suchy i ciepły. Uchylone skrzydło zostawiam w spokoju na sezon grzewczy.
