Co roku wyciągałem liście z rynny i uznawałem, że jestem gotowy na zimę. W tym roku przed pierwszymi przymrozkami zajrzałem głębiej: do kosza zlewowego, kolan rury spustowej i wylotu przy gruncie. Właśnie tam woda zatrzymuje się najczęściej, a potem zamarza w korek.
Jak sprawdzałem drogę wody od dachu do ziemi
Zacząłem od prostego założenia. Rynna jest tylko korytem, a cała woda z połaci musi zmieścić się w jednym otworze, czyli w koszu zlewowym. Eksperci Ruukki przypominają, że 1 mm deszczu to około 1 litr wody na każdy metr kwadratowy dachu. Przy opadzie 20 mm na dach o powierzchni 150 m² trafia około 3 tys. litrów, a przy 30 mm około 4,5 tys. litrów.
Tyle wody przechodzi przez kilka centymetrów otworu i kilka zakrętów rury. Dlatego sprawdzałem po kolei trzy punkty, a nie samo koryto rynny. Najpierw kosz zlewowy od góry, potem kolana, na końcu wylot przy gruncie. Do płukania użyłem węża ogrodowego, a to, czego woda nie ruszyła, usuwałem mechanicznie.
Co wyszło w koszu, kolanach i przy wylocie?
Kosz zlewowy. Koryto rynny wyglądało przyzwoicie, ale w samym wlocie do rury leżała zbita warstwa liści i igieł. Od dołu tworzyła coś w rodzaju sitka, które przepuszcza wodę przy mżawce, a przy ulewie już nie nadąża. Jakub Stuce z Ruukki zwraca uwagę, że woda przy ograniczonym przepływie szuka najłatwiejszej drogi ucieczki. Z ziemi tego nie widać, bo z dołu rynna wygląda na czystą.
Kolana rury spustowej. To miejsca, w których rura zmienia kierunek, a zanieczyszczenia zwalniają i osiadają. Po spłukaniu z góry woda długo stała, zanim ruszyła. To znak, że na zakręcie zbiera się błoto i drobne gałązki. Zimą to dokładnie ten punkt, w którym tworzy się korek. Lód ma większą objętość niż woda, więc w niedrożnej rurze działa jak klin i potrafi rozsadzić łączenia, powodując pęknięcia wzdłużne.
Wylot przy gruncie. Na samym dole było najmniej liści, ale najwięcej mułu i ziemi. Wylot leży nisko, w cieniu, i stygnie szybciej niż dach. Zimą właśnie tu woda z roztopów spotyka się z mrozem. Według specjalistów z alpinQ słońce potrafi roztopić śnieg na ciemnym dachu nawet przy ujemnej temperaturze. Woda spływa wtedy do wychłodzonego systemu i zamarza, zamiast odpłynąć.
Co zmieniam przed tą zimą
Kontrolę zaczynam teraz od dołu, a nie od góry. Najpierw udrażniam wylot przy gruncie, potem kolana, a na końcu kosz zlewowy. Jeśli zacznę od góry, wypłukane liście zatrzymają się niżej i zrobię sobie zator dokładnie tam, gdzie zimą jest najzimniej.
Po każdym czyszczeniu wlewam wodę wężem do rynny i patrzę, czy wypływa z wylotu szybko i równym strumieniem. Jeśli płynie wolno albo z przerwami, gdzieś w środku jest przeszkoda i wracam do kolan. To jedyny test, który mówi coś o drożności całej drogi, a nie tylko o tym, co widać.
Drugą kontrolę robię późną jesienią, gdy opadną ostatnie liście, a jeszcze przed pierwszymi mrozami. Eksperci Ruukki podkreślają, że skutki ograniczonego odpływu nie pojawiają się od razu, więc łatwo je przegapić. Wolę obejrzeć kosz i wylot dwa razy, niż w styczniu czekać na odwilż, która pokaże pękniętą rurę.
