Spadł pierwszy śnieg, panele na dachu zniknęły pod białą warstwą, a ty już szukasz szczotki na kiju? Odpuść. Z pochyłych modułów śnieg zwykle zsuwa się sam, a nawet w regionach z większymi opadami zabiera średnio około 1–3,5% rocznego prądu. Szczotka, łopata czy gorąca woda mogą za to zostawić mikropęknięcia, które obniżają wydajność na długo.
Łopata, szczotka i wiadro gorącej wody. Co każda z nich robi z panelem
Po nocnej śnieżycy pierwszy odruch jest prosty: zgarnąć to, co zasłania moduły. Panel fotowoltaiczny to jednak szkło z delikatną powłoką antyrefleksyjną, a pod nim ogniwa, które źle znoszą nacisk.
- Metalowa łopata lub skrobaczka rysuje szkło i zdziera powłokę antyrefleksyjną. Przez każdą rysę do ogniwa trafia mniej światła.
- Twarda szczotka na kiju działa tylko z dociskiem, a docisk na szybie modułu łatwo kończy się mikropęknięciami ogniw. Gołym okiem zwykle ich nie widać. Wychodzą dopiero wtedy, gdy produkcja zaczyna spadać.
- Wrzątek albo woda z detergentem poddaje zmrożone szkło gwałtownej zmianie temperatury. Skutek bywa ten sam: mikropęknięcia i powolny spadek wydajności.
Do tego dochodzi samo wejście na dach. Oblodzona połać grozi upadkiem, a stanięcie na module, nawet na moment, może uszkodzić ogniwa i chroniące je warstwy. Panel nie służy do chodzenia.
Ile prądu naprawdę zabiera śnieg?
Mniej, niż sugeruje widok białego dachu. Analizy dla różnych lokalizacji pokazują, że roczne straty przez śnieg mieszczą się zwykle w szerokim przedziale około 1–12%. Dla regionów z większymi opadami śniegu średni spadek uzysku ocenia się na około 1–3,5% w skali roku.
Skąd tak mało? Zimą panele i tak pracują na pół gwizdka, bo dzień jest krótki, słońce stoi nisko, a niebo często jest zachmurzone. Gdy moduł leży całkowicie pod śniegiem, produkcja spada praktycznie do zera i w takim miesiącu strata może sięgnąć 100%. To jednak 100% z bardzo skromnej zimowej produkcji, a nie z letniej. Dlatego kilka dni pod śniegiem rzadko ma znaczenie dla wyniku całego roku.
Dlaczego śnieg schodzi sam
Moduły montuje się pod kątem, a ich powierzchnia jest gładka. Kiedy mróz choć trochę zelżeje albo wyjdzie słońce, pokrywa traci przyczepność i zsuwa się w dół. Im większe nachylenie, tym szybciej to następuje.
Nie opłaca się też odsłaniać paneli na szybko, kawałkami. Zacienienie pojedynczych ogniw potrafi ograniczyć pracę całego łańcucha, więc odgarnięty pas na dole modułu daje mniej, niż się wydaje. Przymarznięty płat śniegu szkodzi bardziej, niż wynikałoby z jego wielkości.
Kiedy jednak sięgnąć po telefon
Wyjątków jest niewiele i dotyczą raczej obciążenia dachu niż samego prądu. Mokry, zbity śnieg waży wyraźnie więcej niż suchy puch, więc liczy się nie tylko grubość warstwy, ale też to, ile jest w niej wody.
- Ciężka, mokra pokrywa długo zalega na płaskim lub słabo nachylonym dachu. Dzwonisz do firmy, która ma zabezpieczenia i procedury. Sam nie wchodzisz na dach.
- Połać jest trudno dostępna, a ryzyko przekroczenia nośności jest realne. To także zadanie dla wyspecjalizowanej ekipy, która zadba o ludzi, moduły, rynny i to, co stoi pod okapem.
- Do instalacji sięgasz z bezpiecznego podłoża, bez wchodzenia na dach. Działasz tylko wtedy, gdy producent w instrukcji wyraźnie dopuszcza delikatne odśnieżanie. Nie naciskasz na szkło i nie dotykasz przewodów ani złączy.
Przy prawidłowo zaprojektowanej i zamontowanej instalacji konstrukcja jest liczona na obciążenie śniegiem. W zwykłą zimę najrozsądniej zostawić panele w spokoju i poczekać, aż słońce albo odwilż zrobią swoje.
